Breaking News

Historia kobiet – złodziejki w dawnym Krakowie

kobiety historia kobiet

Kraków – dawna stolica, turystyczny klejnot, piękne miasto z jeszcze piękniejszą historią. Na tę ostatnią należy spojrzeć od właściwej strony – albo od najciekawszej, a do takich należy historia kobiet. Księgi kryminalne z okresu świeżo po średniowieczu nie pozostawiają złudzeń – w XVI i XVII wieku, w tym mieście było, co kraść. A jeśli jakimś cudem nie było, to należało lepiej poszukać. O stołecznych złodziejkach, tym jak działały i funkcjonowały w mieście, gdzie kat zawsze miał pełne ręce roboty, przeczytacie poniżej.

Bezwzględny wyrok

Od czasu pierwszych kodeksów prawnych spisanych w średniowieczu, kradzież należała do przestępstw zagrożonych karą śmierci. Dużo częściej niż paniom, przypominano o tym mężczyznom, tłumnie wędrującym na zlokalizowaną na Pędzichowie szubienicę. Nie brakowało jednak i skazanych za kradzieże kobiet – z tą różnicą, że te nie wędrowały na Pędzichów, a na krakowski rynek, gdzie przez mistrza katowskiego były ścinane mieczem, chłostane lub upokarzane pod pręgierzem.

miecz katowski

Katowski miecz, źródło: http://www.greiffenberger.pl/muzeum/35-gryfowski-miecz-katowski-%E2%80%93-das-greiffenberger-richtschwert.html

Panie zwyczajowo nigdy nie były wieszane – ciało wisielca przez pewien czas zostawało na widoku publicznym, co w połączeniu z suknią i wiatrem prowadziłoby do wysoce… niestosownych spektakli. Ale zanim doszło do kary, musiała przecież dokonać się zbrodnia!

Uczciwość lub przetrwanie

Prawo dawnej Rzeczpospolitej nie należało do sprawiedliwych wobec przedstawicieli obu płci. Specjalne kodeksy zabraniały paniom prowadzenia działalności gospodarczej, wykonywania ,,męskich zawodów”, a to jak kobiecie udało się w życiu zależało tak naprawdę od tylko jednej rzeczy – wyjścia za mąż. Potem było już ,,prosto” – dziecko, praca w gospodarstwie domowym, kolejne dziecko, jeszcze jedno dziecko, dalsza praca i śmierć – brzmi brutalnie, ale właśnie tak zwykle wyglądała historia kobiet. Bez męża, białogłowa chcąca na siebie zarobić miała bardzo ograniczone możliwości – wybierała między prostytucją, żebractwem, albo pozostaniem do końca życia służącą, uzależnioną od łaski pracodawcy. Wobec takich perspektyw, ciężko dziwić się popularności złodziejskiego fachu, zwłaszcza, że niezależnie od wyboru, z zarobkiem bywało różnie.

W towarzystwie raźniej!

Prostytucja i złodziejstwo szły ze sobą w parze – zmęczony, zadowolony klient tracił na chwilę czujność, a wraz z nią kosztowności i więcej pieniędzy, niż planował przeznaczyć na uciechy cielesne. Stałą praktyką było również nawiązywanie współpracy między ladacznicą i złodziejską bandą – bogaty mężczyzna, podstępnie wypytany przez kobietę o cele podróży, musiał się liczyć z tym, że niedaleko za Krakowem spotka niemiłych panów, zainteresowanych zawartością jego mieszka. Same domy publiczne nieraz prowadzone były przez stręczycielki trudniące się dodatkowo paserstwem – takie miejsca znajdowały się najczęściej na przedmieściach. 

prostytutki historia kobiet
Dawny Kraków słynął z powszechności nierządu, źródło: http://krakow-przewodnik.com.pl/zwyczajni-wielcy-swieci/wszetecznice-ladacznice-historia-prostytucji-krakowskiej/

Pewien nieszczęśnik odnotowany w połowie XVI wieku, Paweł, ślepo zakochany w jednej z kurtyzan współpracujących z paserką, wielokrotnie dał się partnerce namówić na dokonywanie kradzieży. Podczas rozprawy wprost tłumaczył sędziom, że został przez prostytutkę zwiedziony na złą drogę, to ona jadła i piła za zdobyte fundusze, generalnie wszystko co złe robił ,,dla tej małpy”. Niestety dla Pawła, sędziowie nie byli romantykami – relacja Pawła i ,,małpy” zakończyła się wraz z jego życiem, oddanym na szubienicy.

Służby porządkowe dobrze wiedziały co dzieje się pod dachami melin i znały nazwiska stojących za nimi ,,gospodyń” – towarzystwo postawione przed wymiarem sprawiedliwości nie trzymało języka za zębami – jednak ,,przedsiębiorstwa” funkcjonowały w najlepsze. Dlaczego pozwalano, by na Kleparzu i Podzamczu swobodnie panoszyli się rzezimieszkowie, złodziejki, prostytutki oraz paserzy? Jedno słowo – korupcja. Ponadto, siatka przestępcza była tak rozległa, że poradzenie sobie z podmiejskim półświatkiem wykraczało poza logistyczne możliwości. Nie da się nawet w przybliżeniu oszacować, ilu przestępców przypadało na jednego stróża porządku – dość powiedzieć, że zbyt wielu.

Sądowe dramaty

Poza współpracą z przedstawicielami płci męskiej, natrafić można na informacje o duetach w spódnicach – najpopularniejszy był tandem matki i córki. W przypadku postawienia przed wymiarem sprawiedliwości, dochodziło do dramatycznych sytuacji. Kobiety, zdając sobie sprawę, że grozi im najwyższy wymiar kary, zapomniały o sentymentach – próbowały oskarżać swoje najbliższe, kłamały na ich niekorzyść i starały się przede wszystkim wybielić siebie. Postępowały tak zarówno córki względem matek, jak rodzicielki wobec swoich dzieci – perspektywa śmierci za dokonane kradzieże brutalnie weryfikowała siłę więzów rodzinnych. 

Los służącej

Źródła historyczne informują o wielu kobietach, które zatrudniły się na służbę, a przy tym traktowały kradzieże jako dodatkowe źródło zarobku. Wyróżnić można dwa typy służących – młode panny, wysłane przez rodziców do pracy przed zamążpójściem, by odciążyć domowy budżet i ,,nauczyć córkę życia”, oraz takie kobiety, które na małżeństwo nie miały już szans. Pracodawca zapewniał dach nad głową, jedzenie i skromne ubranie, co mało wymagającym od życia zupełnie wystarczało. Typowa służąca otrzymywała wynagrodzenie pieniężne raz do roku, w mało imponującej kwocie. Mogła zapomnieć o modnych butach, pończochach czy spróbowaniu egzotycznego smakołyku – a w stołecznym Krakowie nie brakowało kupców oferujących przeróżne pokusy. 

Premia za spryt

Co z młodą panną na wydaniu, której rodzina była zbyt biedna na zapewnienie posagu gwarantującego dobre małżeństwo? Pozostawało jej przyzwyczajenie się do egzystowania na bardzo niskim poziomie i ciężkiej pracy do końca życia. No chyba że wykazała się sprytem i znalazła źródło dodatkowego zarobku, który w odpowiednim czasie mogła zainwestować w swoją przyszłość. Tak też panny sobie radziły – te które pracowały w zamożnych gospodarstwach, potrafiły niezauważenie okradać pracodawców przez lata, składając ziarnko do ziarnka. Skala tego zjawiska nigdy nie zostanie określona, ale naukowcy zajmujący się historią kobiet i przestępczości zgadzają się co do tego, że ,,częściej okradały niż nie okradały”.

Służąca żyła pod dachem pracodawcy jak pełnoprawny członek rodziny – miała dostęp do wszystkich pokoi, zakamarków i szkatułek. Zależnie od domostwa, pomieszczenia mogły skrywać bardzo imponujące zawartości, a nawet kompanów do występku! Przytoczmy pewną sytuację z początku XVII wieku – niejaki pan Chubisz, człowiek nader zamożny, posiadający piwnicę pełną luksusowych alkoholi, rodzynek, miodu i orzechów, zmuszony został do podzielenia się smakołykami z włamującymi się do niego dziećmi sąsiada, Jakuba. Sam pan Jakub i jego bliscy nie narzekali co prawda na sytuację finansową, ale młode rodzeństwo narzekało na coś straszniejszego – na nudę. Podczas rekreacyjnych włamań do piwnicy, pomagać im miała zatrudniona przez ojca służąca – Hanna. Gdy sprawa wyszła na jaw, Hanna nie miała ochoty słuchać wyrzutów na temat swojej nieuczciwości – z uśmiechem, prosto w oczy powiedziała swojemu pracodawcy, że kraść nauczyła się dopiero u niego.

Miejska dżungla

Dzięki ogromnej popularności profesji ,,dziewki służebnej” i dynamiki na rynku pracy, standardowym modelem działania złodziejek były zatrudnianie się na służbę, rozejrzenie po majątku pracodawcy przez kilka dni, a następnie zabranie wszystkich przedmiotów mających jakąkolwiek wartość i sprawna ucieczka. Kraków już wtedy miał imponujące rozmiary – spryciara nie musiała wcale opuszczać miasta! Znalezienie tymczasowego noclegu w złodziejskiej melinie, spokojne spieniężenie lupu i zatrudnienie się u kolejnego gospodarza potrzebującego pomocy domowej, dla niejednej białogłowy stawało się wręcz stylem życia, praktykowanym przez długie lata. A jeśli przypadkowo trafiła gdzieś, gdzie była już znana, cóż – siedem imponujących bram miejskich stało otworem!

kronika widok Krakowa
Kraków w kronice Hartmana Schedla, koniec XV wieku, źródło: https://historia.org.pl/2009/10/23/miasta-w-sredniowiecznej-polsce/

Z dzisiejszej perspektywy możemy śmiało powiedzieć, że stołeczny Kraków był rajem dla nieuczciwych ludzi. Nieudolne służby miejskie, gigantyczny tłum w którym można bez problemu zniknąć, imponująca siatka potencjalnych współpracowników – a dołóżmy do tego fakt, że w stolicy nie brakowało domostw ludzi dobrze uposażonych. W przypadku pań, biorąc pod uwagę absurdalne ograniczenia prawa do pracy i samodzielnego radzenia sobie w życiu, wiele przypadków dokonywania przez ich kradzieży ciężko rozpatrywać w kategorii nieuczciwych czynów  – czasami kradzież była po prostu warunkiem przetrwania.

infografika historia kobiet

Historia kobiet polskich nie jest kolorowa – niewiasty żyły w ciężkich warunkach, a męski świat nie miał dla nich litości. Mimo trudów potrafiły poradzić sobie na własną rękę, a za popularność nieuczciwych sposobów na zarobek powinniśmy obwiniać przede wszystkim realia społeczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *